Wywiady

Najtrwalsze mosty budujemy, działając zespołowo

Najtrwalsze mosty budujemy, działając zespołowo

Rozmowa z Markiem Szulem, Vice President firmy Lionbridge w Polsce.

Wiktor Doktór, Pro Progressio: Podczas ostatniej Gali Outsourcing Stars organizowanej przez Pro Progressio zostałeś wyróżniony tytułem Managera Roku. Tytuł ten corocznie przyznawany jest osobie nietuzinkowej, mającej wielowymiarowy i istotny wpływ na rozwój sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Czy nagroda ta wpisuje się w Twoje postrzeganie swojej biznesowej roli? Jaka jest Twoja recepta na sukces?

Marek Szul, Lionbridge w Polsce: Nie uważam się za człowieka sukcesu, ale na pewno mogę siebie określić jako człowieka pracy. Mam mocno zakorzeniony tryb działania, zgodnie z którym, kiedy pojawia się warty zrealizowania pomysł, po prostu konsekwentnie idę za nim, najlepiej jak potrafię. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jedyne, co prócz wiedzy jest potrzebne, to wysiłek i czas. Zdecydowanie muszą temu towarzyszyć: skromność, szacunek dla innych, przede wszystkim wiarygodność, pracowitość, pasja, odpowiednie nastawienie, zaangażowanie i oddanie w 100%. Stosuję zasadę „Zero półśrodków” – albo jestem w coś zaangażowany całkowicie, albo wcale.

Sukcesem jest dla mnie sytuacja, w której, tak jak obecnie, mogę pracować z naprawdę dobrym i ambitnym zespołem. W takim teamie każdy ma niezwykle istotną rolę: zarówno liderzy, jak i analitycy czy executerzy. Tak więc podstawą jest uważnie dobrana, wielobarwna struktura, w której każdy dobrze wykonuje swoje zadania pod kierownictwem osoby, która potrafi zmotywować, rozmawiać i umiejętnie zaszczepia pomysły, a następnie właściwie prowadzi działania i – co bardzo ważne – wspólnie celebruje sukces. Uczciwe i otwarte podejście oparte na zaufaniu, wiara w to co się robi, zaangażowanie i zdolność do zaszczepienia w zespole entuzjazmu do działania – to fundament skutecznej gry w drużynie, którą uważam za jedyną opcję drogi do osiągnięcia sukcesu.

Misją zarządzanej przez Ciebie w Polsce firmy Lionbridge jest „Breaking barriers. Building bridges”. W jaki konkretnie sposób budujecie most dla firmy, która zgłasza się po profesjonalne wsparcie swojej działalności?

W najbardziej generalnym ujęciu: globalizujemy, lokalizujemy i tłumaczymy. Pomagamy klientowi być zrozumianym na danym rynku i odnaleźć się tam, gdzie chce być. Przykładowo kontrahentowi, który chce wejść na rynek azjatycki i potrzebuje do tego przetłumaczonej na jeden z regionalnych języków strony internetowej, zapewniamy komunikację ściśle zlokalizowaną, czyli przystosowujemy komunikaty do specyfiki danego rynku. Zatem budujemy mosty kulturowe poprzez przekaz oparty na tłumaczeniach przygotowywanych przez lokalnych native speakerów.

W drugą stronę, przez globalizację rozumiemy stworzenie komunikacji, dzięki której regionalni czy lokalni gracze mogą stać się światowymi. Takim budowaniem połączeń zajmujemy się z definicji, natomiast do tego dochodzą działania tzw. taktyczne we wszystkich dziedzinach i sektorach, w których się wyspecjalizowaliśmy w tym zakresie. Należy do nich na przykład sektor life science, w tym farmacja, w obszarze której istotną rolę odgrywają niekiedy skomplikowane regulacje prawne, specyficzne wymogi dotyczące oznakowania opakowań leków obowiązujące w danym kraju itp. – biegłość w tej dziedzinie jest zatem kluczowa.

Podobnie dzieje się w przypadku przygotowywania wszelkiej dokumentacji, treści instrukcji, czy firmowych komunikatów i sprawozdań finansowych rocznych, kwartalnych etc. Zajmujemy się także szeroko rozumianym testowaniem – lingwistycznym, czyli pod kątem poprawności tłumaczenia, ale także funkcjonalnym, czyli pod kątem poprawności działania, stron internetowych, aplikacji czy gier video. Jeśli mówimy o mostach, to jedną z naszych ciekawych usług, obecnie bardzo popularną m.in. w Stanach Zjednoczonych, jest OPI (Over the Phone Interpretation) – tłumaczenie symultaniczne przez telefon, często wykorzystywane na przykład przez instytucje rządowe i urzędy, stanowiące dla nich wsparcie obsługi procesów związanych z imigracją. Zapotrzebowanie na tego typu świadczenia widzimy zwłaszcza teraz w Polsce, kiedy do urzędów zgłaszają się uchodźcy z Ukrainy, nierzadko nie porozumiewający się w żadnym z języków obsługiwanych w danej jednostce. W krajach, w których ta usługa już działa, zapewniamy w takiej sytuacji rozmowę telefoniczną wszystkich trzech stron: klienta, urzędnika i tłumacza, dzięki czemu wszelkie procedury przebiegają znacznie szybciej i w możliwie najmniej stresujący dla przybysza sposób.

Myślę, że taka usługa mogłaby usprawnić wiele takich kontaktów również w naszym kraju. Natomiast na poziomie działań wewnątrz firmy zbudowaliśmy i budujemy mosty pomiędzy oddziałami, aby móc realizować sprawnie zadania biznesowe, wykorzystując przy tym maksymalnie nasze kompetencje i zasoby.

Od dłuższego czasu funkcjonujemy w rzeczywistości, w której jednym z najbardziej stałych elementów jest zmiana. Czy mimo tego Twoja firma postrzega Polskę jako rynek, na którym warto jest prowadzić biznes?

Polska ciągle jawi się jako względnie stabilny rynek, pomimo obecnych trudnych okoliczności. Wyższa inflacja, obawy związane z zahamowaniem rozwoju gospodarczego i ekonomicznego oraz podwyżki wynagrodzeń towarzyszące pogoni za Zachodem stwarzają wyzwania, ale podobnie jak inne firmy, staramy się zbalansować nasze potrzeby i możliwości. Elastycznie i sprytnie zarządzamy naszym biznesem. Posiadamy 5 GDC (Global Delivery Centre) w różnych strefach czasowych, planujemy nasze procesy stosując zasadę „follow the sun” oraz wykorzystując jak najlepiej talenty w poszczególnych oddziałach. Mamy bardzo szeroki wachlarz usług. Poszczególne oddziały na przełomie wielu lat osiągnęły wysoki poziom specjalizacji, ale przy okazji ciągle zmieniającego się świata, redundancja i procedury DRP (Disaster Recovery Plan) i BCP (Business Continuity Planning) są dla nas niezbędne.

Lionbridge ma swoje oddziały w około 20 krajach na całym świecie. Jakie znaczenie w globalnej strukturze firmy ma polska spółka?

Spośród 20 oddziałów na całym świecie, zadania z zakresu GDC skupione są we wspomnianych wcześniej pięciu, przy czym drugim co do wielkości takim ośrodkiem jest Warszawa. Z racji geograficznego położenia i ulokowania w strefach czasowych, jesteśmy centrum skupiającym się na operacjach dla europejskich klientów oraz współpracujemy bardzo blisko z placówką w Mumbaju. Drugą dużą grupą klientów, dla których świadczymy usługi wspólnie z naszymi oddziałami w Indiach oraz Kostaryce, są klienci z USA, w dużej mierze z zachodniego wybrzeża. W bardzo wielu przypadkach to Warszawa monitoruje i kontroluje proces produkcji, raportując statusy i przesyłając update’y do naszych kolegów z biur PMO (Project Management Office) rozmieszczonych na wszystkich kontynentach.

Na jakich core’owych procesach obecnie się skupiacie? Które są największym wyzwaniem?

Każdy z pięciu GDC wykonuje bardzo podobne prace, które są powiązane z naszą core’ową działalnością, czyli tłumaczeniem, lokalizacją i globalizacją. Oprócz ww. każde z centrów specjalizuje się dodatkowo w poszczególnych usługach i sektorach. W Polsce na przełomie ostatnich lat nasz dział zajmujący się lingwistycznym i funkcjonalnym testowaniem aplikacji i gier komputerowych, urósł do ogromnych rozmiarów i dzisiaj jest biznesem, w którym współpracuje z nami 1000 osób, które testują i wspierają inne procesy w świecie gier video. Oprócz tego czas pandemii pokazał wielu naszym klientom, że praca w trybie online może być bardzo efektywna. COVID niejako przyspieszył pewne przemiany w naszym sektorze. Od połowy zeszłego roku tworzymy w Lionbridge globalną strukturę Multimedia Hub, w której Warszawa odgrywa kluczową rolę. Na przełomie ostatnich lat otrzymujemy coraz więcej zapytań o tłumaczenia, lokalizacje contentu multimedialnego oraz duże zapytania dotyczące obsługi live eventów z opcją symultanicznej translacji, transkrypcji, audio czy video captioning z opcją accessibility. Wysokie wymagania w zakresie czasu realizacji oraz jakości świadczonych usług powodują konieczność wsparcia człowieka przez technologię i sztuczną inteligencję. Tym właśnie od pewnego czasu zajmuje się Lionbridge, angażując działy AI, inżynierii, Technology Solution i R&D na całym świecie.

Zróbmy teraz przeskok z wysoko zaawansowanych technologii do świata skrzydlatych owadów. Nie ukrywam, że jesteśmy pod ogromnym wrażeniem sprawności, z jaką łączysz swoje role biznesowe z działaniami w ramach inicjatywy BeeHappy, mającej na celu ochronę pszczół i wspieranie rozwoju pszczelarstwa. Skąd u człowieka biznesu wziął się ten pomysł i jakie sukcesy ma projekt?

Niestety i „stety” doba ma tylko 24h, a tydzień 7 dni. Nie wszystkie inicjatywy rozwijają się przez to w tempie, jakiego bym sobie życzył. Cieszy jednak fakt, że ten projekt stale się rozwija. Chcemy, aby coraz większe grono ludzi było świadomych, jak ważną rolę w naszym codziennym życiu pełnią pszczoły. Staramy się zarażać potrzebą poprawy warunków życia owadów, wspierania ich na każdym kroku, minimalizując wykorzystanie substancji chemicznych i zamieniając je na przyjazne środowisku naturalnemu. Bardzo zależy mi na większym zaangażowaniu naszego całego sektora, który skupia przecież ogromną rzeszę młodych ludzi, mających naprawdę duży wpływ na środowisko.

Wszyscy powinnyśmy postępować zgodnie z zasadami odpowiedzialności społecznej, zarówno indywidualne osoby, jak i firmy i instytucje. Chcemy wspierać pszczelarzy, których średnia wieku nadal jest bardzo wysoka. Staramy się zachęcić większą liczbę osób do tego, by stały się sukcesorami naszych bartników-seniorów. Pszczoły żyją w tym samym środowisku, które się systematycznie zmienia, a my – ludzie – nie zawsze zmieniamy świat na lepszy. W coraz to bardziej spenetrowanym przez człowieka świecie życie pszczół staję się coraz trudniejsze, więc – jako ludzie odpowiedzialni społecznie – powinniśmy im pomagać. Jeśli sami nie mamy czasu i możliwości opiekować się bezpośrednio rodzinami pszczelimi, zachęcamy firmy i instytucje do czynnego wsparcia pszczelarzy, poprzez adopcję rodzin pszczelich, którymi w ich „naturalnym” środowisku opiekują się nasi kochani pszczelarze. Oprócz satysfakcji, radości i certyfikatów z tego wynikających, firmy, instytucje i ich pracownicy otrzymują w zamian również rozmaite dobra od pracowitych pszczół oraz dużą porcję wiedzy, opowieści, warsztatów i szkoleń przekazanych przez naszych seniorów.

Środowisko pszczelarzy bardzo chętnie i z wielką radością przyjmuje do swojego środowiska nowych członków, chcących kontynuować ich prace i tradycje. Poznałem wielu cudownych ludzi, którzy pomogli mi zrobić pierwsze kroki, dzięki czemu dzisiaj mamy pod opieką już ponad 20 pszczelich rodzin. Chciałbym, aby codzienny trud osób nimi się zajmujących został zauważony i doceniony, bo w tym wszystkim nie chodzi o miód, ale o opiekowanie się tymi cudownymi owadami.

Bardzo interesuje mnie też życie pszczół, które nadal jest przedmiotem ogromnej liczby badań i analiz. Marzę o synergii wiedzy, tradycji oraz doświadczenia naszych pszczelarzy z nowymi technologiami, włącznie z AI, które mogłyby być pomocne dla nowych pokoleń pszczelarzy.

Jak można przekonać ludzi – indywidualnie i na poziomie firm – do zaangażowania  się w działania na rzecz ochrony pszczół?

Najlepiej zaczynając od siebie i dając dobry przykład, choćby w zakresie prostych codziennych czynności – takich jak dbanie o czystość, zapobieganie niszczeniu przyrody, stosowanie recyclingu, bycie odpowiedzialnym społecznie, za siebie i innych. Powinniśmy też zabiegać o ograniczenie ilości chemii w gospodarstwach domowych albo przynajmniej używać środków o minimalnej zawartości takich substancji, stosować kosmetyki i środki czystości z oznaczeniem „eko”.

Pamiętajmy, że rośliny, ogrody, klomby, zielone tarasy, balkony i naturalne trawniki to miejsca pożyteczne dla pszczół. Zamiast idealnie wystrzyżonych i sztucznie zasilanych trawników, starajmy się zakładać miejskie i przydomowe, nawożone naturalnie łąki kwiatowe. Wspierajmy lokalnych producentów, pszczelarzy, którzy w tych trudnych czasach dbając o swoje ukochane pszczoły poświęcają dużo czasu i środków finansowych, aby ich podopiecznym żyło się lepiej. Kupujmy od nich, ponieważ są tymi, którzy zapewniają balans pomiędzy naturalnym a przemysłowym chowem dzikich zwierząt, w tym pszczół.

Niezwykle ważna jest edukacja najmłodszych i angażowanie młodzieży do działań na rzecz przyrody. Widzimy, jak dobre rezultaty przynosi wymiana doświadczeń pokoleń doświadczonych pszczelarzy seniorów, którzy na spotkaniach z młodzieżą są w stanie przekazać bardzo ważne treści i mądrości życiowe, znajdujące zastosowanie również w życiu codziennym.

Jeśli chodzi o wymiar firmowy takich działań – w Lionbridge od przeszło dwóch lat praktykujemy spotkania przy kawie na naszych zielonych balkonach i tarasach. Nasi pracownicy angażują się nie tylko w skupiony wokół działań proekologicznych wolontariat, ale też w fizyczną uprawę roślin, w tym miododajnych ziół i bylin.

Mogę się przy okazji pochwalić, że w zeszłym roku osobiście posiałem 1 ha gryki, a w tym ponad 5 ha facelii. Zarówno apetyt pszczół, jak i mój rośnie i cieszę się, że udaje mi się tą pasją zarażać innych, zarówno rówieśników, jak i zupełnie młodych adeptów.

Pszczoły to nie wszystko. Wspominałeś wielokrotnie o seniorach, którzy zajmują w Twoim życiu kolejne ważne miejsce. Jakie mosty buduje Twoja fundacja Eco Senior?

Ekologia i seniorzy to może brzmieć tajemniczo, prawda? Fundacja EcoSenior, w której jestem jednym z założycieli, powstała z potrzeby serca do łączenia zainteresowań, pasji, nowoczesnych trendów i edukacji ekologicznej. Jest także efektem doświadczeń opartych na wielu projektach przeprowadzonych wspólnie z seniorami we wcześniejszych latach. Działamy głównie w mniejszych miastach i miejscowościach, gdzie widoczny jest trend wyludniania, nieco ostatnio spowolniony za sprawą pandemii.

Niemniej widzimy, że w takich miejscach na ogół brakuje pomysłu na aktywności dla osób starszych, które po przejściu na emeryturę często zaszywają się w czterech ścianach, nie znajdując dla siebie zajęcia. Nie mówiąc już o tym, że z założenia trudne jest zyskanie zaufania i zbudowanie pierwszego mostu łączącego nas z seniorem, który często jest przekonany, że najlepsze lata życia ma za sobą, a ktoś z zewnątrz może się nim zainteresować tylko wtedy, kiedy chce mu sprzedać komplet pościeli albo garnków. My nie akceptujemy wizji emerytury spędzonej biernie przed ekranem telewizora. Osoby starsze mają mnóstwo do zaoferowania, a my możemy się od nich wiele nauczyć, jednocześnie dając im nasze wsparcie. I znów działamy tu w wielopokoleniowej drużynie, stanowimy dobrze działający zespół.

Jest już ponad 300 aktywnych seniorów, których udało się nam ponownie zwrócić w kierunku rozwijania pasji, rozwoju osobistego, bycia wśród ludzi i ciekawego zagospodarowania wolnego czasu. Ci ludzie są niesamowici, a ich otwartość i poczucie humoru często po prostu powalają nas na łopatki. Niektórzy spośród naszych absolutnie najbardziej fantastycznych ambasadorów, w momencie kiedy zaczynaliśmy współpracę, mieli mocno ponad 70 lat i nigdy wcześniej nie opuszczali swego miejsca zamieszkania. Teraz aktywnie zwiedzają nowe miejsca, korzystają z internetu, smartfonów i mediów społecznościowych oraz zapraszają do nas innych seniorów, co niezmiernie cieszy.

Mamy zdefiniowane cele: działamy przeciwwykluczeniowo, integrujemy środowiska senioralne i skupiamy je wokół różnych przedsięwzięć, takich jak np. „Cud, Miód, Senior” (konfekcjonowanie miodu), czy tworzenie Eco skrzynki senioralnej, gdzie łączymy pokolenia w Eco Teamy (Senior i Młody Wolontariusz), pielęgnujące zioła w skrzynkach w nowoczesnej formule. Szkolimy seniorów i ich rodziny – oswajamy starość. Działamy na rzecz wdrożenia projektu osobistego trenera senioralnego, opartego na programach dydaktycznych powstałych na bazie zgromadzonych przez nas doświadczeń.

To tylko kilka przykładów działań. Każdy nasz projekt buduje mosty, np. włączamy w nasze inicjatywy różne pokolenia, pokazujemy, że istnieje pogodne starzenie się, obalamy mity i stereotypy dotyczące seniorów. Mamy dużo ambitnych pomysłów i z całą pewnością będzie można w najbliższej przyszłości usłyszeć o Fundacji Eco Senior. Zapraszam do współpracy, bo przecież każdy z nas będzie seniorem i tylko od nas zależy, jak sobie ten świat zorganizujemy.

Trudno o bardziej przekonującą zachętę do przyłączenia się do takich działań. Bardzo dziękuję za inspirującą rozmowę.